czwartek, 19 maja 2011

Statystyki i rekordy reprezentacji Polski

W przeciągu niespełna dziewięćdziesięciu lat historii wystepów Polskiej reprezentacji narodowej w piłce nożnej w międzynarodowych spotkaniach doszło do wielu pojedynków z wieloma przeciwnikami. W oficjalnych spotkaniach reprezentacja Polski w piłce nożnej wystąpiła 731 razy!  


Spośród wszystkich tych meczów odniosła 314 zwycięstw, 175 remisów oraz poniosła 242 porażki.
W przeciągu całej historii biało-czerwoni spotykali się z 92 różnymi rerezentacjami narodowymi. Należy jednak zauważyć, że wliczane są do tej statystyki równiez państwa już nie istniejące (ZSRR, Czechosłowacja, Jugosławia). Mecze z tego rodzaju reprezentacjami liczone są jako osobne spotkania i dodawane są do ogólnej liczby spotkań reprezentacji. Np oddzielnie traktowane są mecze z ZRSS (rozegraliśmy z nimi 14 spotkań) oraz z Rosją (3 spotkania).
Najwiyższą porażką narodowej reprezentacji była przegrana z Danią w czerwcu 1948 roku. Wówczas w towarzyskim meczu rozgrywanym na stadionie w Kopenhadze biało-czerwoni przegrali aż 8-0 i miejmy nadzieję, że takie lub podobne rezultaty nie będą powtarzać w przyszłości.
Najwyższe zwycięstwo reprezentacja Polski w piłce nożnej odniosła 1 kwietnia 2009 roku podczas eliminacji do MŚ. W dzień nazywany potocznie Prima Aprilis gdy wszyscy robią sobie żarty, Polscy piłkarze podeszli do spotkania z San Marino w Kielcach bardzo poważnie. Odniosło to skutek i zwyciężyli rywali aż 10-0 co jest jednym z wyższych zwycięstw narodowych reprezentacji w oficjalnych spotkaniach w Europie.
Wspominając o tym meczu należy również dodać, że padła wówczas najszybciej zdobyta bramka dla Polskiej reprezentacji w historii spotakń międzynarodowych. Pierwszego gola zdobył bowiem już w 26 sekundzie spotkania Rafał Boguski z Wisły Kraków.
Rekordzistą pod względem wystepów w narodowej jedenastce został niedawno Michał Żewłakow. Rozegrał on w barwach narodowych 101 meczów i wyprzedził o jedno spotkanie Grzegorza Lato (100 występów), a o 4 Kazimierza Deynę (97 wystepów). Na czwartym miejscu w tej statystyce z 96 meczami w barwach narodowych są Jacek Krzynówek oraz Jacek Bąk.
Najwięcej bramek w kadrze zdobył jednak kto inny. W tabeli wszechczasów najskuteczniejszych graczy w reprezentacji Polski znajduje się Włodzimierz Lubański, który zdobył 48 bramki. Jest to wynik o tyle nietypowy, a tym samym fantasytczny, że uczynił to w zaledwie 75 meczach! Na drugim miejscu w tej klasyfikacji jest Grzegorz Lato z 45 golami w 100 meczach, a na trzecim miejscu plasuje się Kazimierz Deyna z 41 golami w 97 meczach w biało-czerwonych barwach.
Podkreślić również należy, że Grzegorz Lato jest zdobywcą aż 10 goli w finałach Mistrzostw Świata. Ogólnie w tego rodzaju imprezach Polacy strzelili łącznie 35 bramek! W imprezach tej rangi oprócz Grzegorza Laty najczęściej na listę strzelców wpisywali się Andrzej Szarmach (7 goli w MŚ), Zbigniew Boniek (6 goli w MŚ), Ernest Wilimowski i Kazimierz Deyna (po 4 gole w MŚ) oraz Włodzimierz Smolarek (2 gole w MŚ). Po jednej bramce w MŚ zdobyli Emanuel Olisadebe i Marcin Żewłakow.

Ranking FIFA - nowy algorytm wyliczania punktów

Polska dramatycznie nisko w rankingu FIFA? Powód: słaba gra czy sposób naliczania punktów? Może jedno bardziej niż drugie? Odpowiedź jest matematyczna.


FIFA, a własciwie Federation Internationale de Football Association, jest organizacją  zrzeszającą 219 federacji piłkarskich krajów na całym świecie. Jest nadrzędnym ciałem organizującym mistrzostwa świata, turnieje olimpijskie, zarówno dla kobiet jak i mężczyzn, ponadto koordynuje pracę organizacji mniejszych (kontynentalnych) jak UEFA, AFC, CAF, CONMEBOL, CONCACAF, OFC.
Pomimo szerokiego pola działania jednym z najczęściej komentowanych działań federacji jest publikowany w oparciu o dane statystyczne ranking FIFA, czyli zestawienie 208 (obecnie) reprezentacji piłkarskich z calego świata. Mistrzostwa Świata 2006 w Niemczech okazały się być wydarzeniem przełomowym dla sposobu wyliczania punktów w rankingu, powstał bowiem obowiązujący do dziś nowy algorytm.
Liczba przyznanych za poszczególny mecz punktów zależy od kilku zmiennych:
-wyniku meczu (M) - zwycięstwo daje 3 punkty, remis 1, a porażka 0
-rangi meczu (I) - od spotkań towarzyskich po mecze rozgrywane na mistrzostwach świata
-siły przeciwnika (T) - którą obrazuje pozycja w rankingu FIFA
-kontyntentu z którego pochodzi przeciwnik (C) - Europa jest względnie silniejszym piłkarsko kontynentem niż np. Afryka
Wyliczenie sumy punktów za dany mecz jest zestawieniem wyżej wymienionych wartości do iloczynu według wzoru:
Punkty = M*I*T*C
Dodatkowo istnieją normy, które pozwalają okreśclić sumę punktów widniejącą w rankingu. Całkowita liczba punktów uwzględnia wyłącznie mecze rozegrane w przeciągu ostatnich 4 lat premiując mecze rozegrane niedawno. W jaki sposób punkty za mecze są wartościowane? Spotkania rozegrane w przeciągu ostatnich 12 miesięcy mają wagę 100%, spotkania z przedziału 12-24 ważą 50% i kolejno dla 3 i 4 roku wstecz jest to 30% i 20%.

Obrońca we współczesnej piłce

Mijają dekady a futbol niezmiennie przyciąga na stadiony tysiace fanów, jeszcze więcej przed telewizory i do barów. Przychodzimy oglądać wirtuozów, strzelców bramek, jedynie sporadycznie oklaskujemy tych odpowiedzialnych za odbiór. Kochamy przecież bramki..


Współczesny środkowy obrońca to więcej niż przysłowiowy "przecinak" z dobrym odbiorem i budową ciała. Wystarczy spojrzeć na defensorów czołowych drużyn europy. Normą była i jest atletyczna budowa ciała, wysokie zaangażowanie w grę defensywną i techniczna pewność.
Co uległo zmianie?
Dziś jednak obrońca, nie może ograniczać się jedynie do przerywania akcji przeciwnika, zdecydowanie nie, wzrasta bowiem ranga płynnego przejścia z formacji obronnej do ofensywy i odwrotnie. Często pierwszym ogniwem dobrze przygotowanego ataku jest właśnie wyjście z obrony. Obrońca staje się zarazem "pierwszym rozgrywającym" dzielącym piłki po wprowadzeniu futbolówki do gry przez bramkarza. Umiejętność gry i odbioru w sytuacji jeden na jeden, po czym płynne przejście do krycia strefowego, gra głową, waleczność, umiejętność szybkiego wyprowadzenia piłki i celnego pierwszego podania, dodatkowo atrybuty psychiczne takie przewidywanie wydarzeń na boisku, zdecydowanie, opanowanie są absolutnym abc wyszkolenia obrońcy i oczekuje się uformowania tych cech na etapie kształcenia w kategoriach juniorskich i młodzieżowych. Wobec tak postawionych wymagań wspóczesnej piłki, znaczenia nabiera trening pozycyjny oparty na wysublimmowaniu ćwiczeń indywidualnych, grupowych i zespołowych. Nie od dziś wiadomo, że pierwszym odpowiedzialnym za ustawienie szyków obronnych po nieudanej akcji ofensywnej jest własnie środkowy obrońca, spójrzmy jednak na jego pracę z drugiej strony, gdy "gra" zaczyna się od własnej bramki.. O ile bramkarz nie zdecyduje się na daleki wykop, pierwszym odpowiedzialnym za rozwój wydarzeń jest znów obrońca..
Zatem ostatni zawodnik przed bramkarzem specjalizuje się także w działaniach ofensywnych. Ideologia futbolu totalnego zdaje się przesiąkać współczesne kwestie taktyczne..
Nie jest więc przypadkiem, że w 2006 roku, po mundialu w Niemczech złota piłka trafiła w ręce środkowego obrońcy. Fakt ten nabiera historycznego znaczenia, raz, ze względu na wzrost znaczenia gry defensora w futbolu, dwa ze wzgledu na to, iż Fabio Cannavaro, bo o nim mowa, nie był tak na prawdę symbolem nowoczesnego obrońcy. Nie charakteryzował się sylwetką gladiatora, nie był też zawodnikiem wybitnie wysokim, a do ataku zapędzał się wyjątkowo rzadko. W sezonie mistrzostw świata zabrakło zdecydowanego faworyta spośród piłkarzy atakujących, a Fabio wykonał perfekcyjną pracę zdobywając złoty medal podczas niemieckiego Weltmeisterschaft'u. Wydaje się więc być tylko kwestią czasu aż ponownie, któryś ze współczesnych tytanów defensywy sięgnie po indywidualne wyróżnienie.

The most Special One?

Jeśli myślicie, że Jose Mourinho to The Special One i nikt go nigdy nie przerośnie to być może macie racje. Sęk w tym, że Portugalczyk miał też uczniów, którym przekazywał wiedzę, uczył podejścia do zawodników, pokazywał jak sprawić, by każdy czuł się tak ważny, jak cyfra w numerze telefonu.


I kiedy już im wszystkie te arkana magii przekazał, czeladnicy zaczęli czmychać by pracować samodzielnie. A uczniowie mają to do siebie, że  czasem przerastają mistrzów.

Ich droga jest bardzo podobna. O Mourinho napisano już więcej niż o Jezusie Chrystusie, więc nie ma sensu po raz kolejny przytaczać opisu jego "nazarejskich lat". O Andre Villasie Boasie wiadomo jeszcze stosunkowo niewiele. Kiedyś także będzie o nim więcej niż o bohaterze ewangelii. Już zresztą teraz ma z nim wiele wspólnego. Niedawno skończył bowiem 33 lata.

Co może zrobić właściciel wielkiego klubu, gdy bardzo doświadczony trener, szanowany nestor i guru, który co rano zjadał zęby na piłce, zajął tragiczne, katastrofalne i nie do przyjęcia trzecie miejsce w lidze? Może z rozpaczy spektakularnie doprowadzić swoje ciało do eksplozji przy tysiącach pielgrzymów w Fatimie, albo powierzyć zespół trenerowi, którego największym osiągnięciem jest jedenaste miejsce w lidze portugalskiej i oddychanie tym samym powietrzem, co Józef święty. Oba rozwiązania na podobnym poziomie absurdu. Wybrał drugie.

***
33 lata wcześniej w Porto na świat przychodzi Andre, syn Luísa Filipe Manuela Henrique do Vale Peixoto de Sousa de Villas-Boas, którego na świat wydała Teresa Maria de Pina Cabral e Silva. Jego dziadkowie pochodzą z Anglii. Chłopak dzieckiem był dziwnym. Niby coś tam grał w piłkę z rówieśnikami, ale mając kilkanaście lat postanowił w ogóle nie próbować robić kariery zawodniczej. Poświęcił się taktyce, wyszukiwaniu talentów i trenerce. Gdy miał 17 lat (!) zrobił w Szkocji licencję trenerską UEFA klasy C. Rok później, ze względu na biegłe posługiwanie się angielskim nawet przez sen, zapragnął go mieć w sztabie szkoleniowym słynny Bobby Robson. Wkracza w dorosłość będąc scoutem najsłynniejszego portugalskiego klubu.

Młodość pcha go jednak do przenikania ludzkości całych ogromów z końca do końca. Wylatuje więc na Karaiby i zostaje selekcjonerem kadry... Wysp Dziewiczych. Ma wówczas 21 lat. W Polsce dopiero mógłby się żenić. Po 18 miesiącach wraca do Portugalii i zostaje trenerem zespołu U-19 Porto. Od swoich zawodników był niewiele starszy i w ogóle nie bardziej doświadczony. Zauważył go tam Jose i zaprosił do swojego sztabu. U jego boku wygrał Puchar UEFA i Ligę Mistrzów. Wdzięczny święty Józef wziął go do Chelsea. I tam się zaczęło!

Villas Boas mógł rozwijać swoje taktyczne zboczenie. Godzinami oglądał kolejnych rywali, analizował, myślał, wycinał, kopiował, wklejał i każdemu z piłkarzy dawał gotowe płyty DVD, na których była zawarta w przystępny sposób podana taktyka na kolejne mecze. Na pewno pustaczek do sukcesów Mourinho dołożył i jego szef to wiedział. Zabrał go więc do Mediolanu.

W 2009 roku asystent powiedział sobie dość. Chciał zacząć pracować na swoje nazwisko. Wsadził się jednak na minę. W październiku objął portugalską Academikę Coimbra, która teoretycznie do niego pasowała. "Lizbona się bawi, Porto pracuje, Coimbra się uczy, a Braga modli" - tak mówi portugalskie porzekadło. No i uniwersytecki klub wydawał się być jak znalazł dla pasjonata taktyki i teoretyka futbolu. Tyle, że po kilkunastu kolejkach zespół zajmował ostatnie miejsce w tabeli i nie miał jeszcze na koncie zwycięstwa. Zacząć pracę od spuszczenia zespołu z ligi, to, chyba przyznacie, nie jest wymarzony początek kariery.

A jednak ofensywny styl gry wpojony przez Villasa Boasa sprawdził się znakomicie. Coimbra uciekła spod topora, ruszyła w górę tabeli, skończyła sezon na jedenastym miejscu z dziesięcioma punktami przewagi nad strefą spadkową i doszła do półfinału Pucharu Ligi. O najmłodszym trenerze w lidze zaczęło być głośno.

***
Wracamy więc do punktu wyjścia, w którym Villas Boas zostaje zatrudniony w Porto. Ma zażegnać kryzys, w który wszedł zespół pod wodzą doświadczonego Jesualdo Ferreiry. Aby mu w tym pomóc, klub sprzedaje dwóch najważniejszych zawodników - obrońcę Bruno Alvesa do Zenita Sankt Petersburg i Raula Meirelesa do Liverpoolu. Po miesiącu pracy zdobył pierwsze trofeum - Superpuchar kraju po zwycięstwie nad Benficą. A później przyszła fantastyczna seria...

11 grudnia 2010 roku pobił rekord swojego mentora Mourinho. Jego Porto nie przegrało w 33 kolejnych meczach we wszystkich rozgrywkach. Poległo dopiero w styczniu w pucharowym meczu z Nacionalem Madeira, dziś w lidze ma 11 punktów przewagi nad mistrzem z Lizbony, Porto wygrało 17 z 19 meczów, dwa zremisowało, czyli nie przegrało ani razu. Bramki zdobyte? 44 - najwięcej w lidze. Bramki stracone? 7 - najmniej w lidze. Europejskie puchary? 5 zwycięstw, jeden remis, pierwsze miejsce w grupie. Za kilka dni Porto zagra z Sevillą. Ma szansę zdobyć w tym sezonie cztery trofea (jedno już zdobył). Jeśliby wygrał Ligę Europejską, co nie jest niemożliwe, porównania do Mourinho jeszcze by się nasiliły. Przecież guru wszedł na kontynentalną scenę wygrywając Puchar UEFA. Rok później triumfował w Lidze Mistrzów. Za rok Porto prawie na pewno do niej powróci. Ja wam dobrze zawczasu radzę - ładujcie wszystkie swoje oszczędności w obstawianie triumfu "Smoków" - za rok będziecie milionerami, o ile bukmacherzy nie zbankrutują. Jest też ryzyko, że ktoś go Portugalczykom wykradnie - zimą był już nim zainteresowany Liverpool.

A on? Znajomo nonszalancki styl, charakter na twarzy, świetne przygotowanie do zawodu. Jak trochę posiwieje, dojrzałym paniom będą na jego widok drżały kolana, jak teraz drżą na myśl o Mourinho. Villas Boas odcina się od porównań do trenera Realu Madryt. Przyznaje, że był dla niego bardzo ważny, ale spokojnie przekonuje, że jest sobą i swoją karierę prowadzi. Niby każdy to mówi, ale jemu chyba wyjątkowo można wierzyć.

Eventowe imprezy a wydajność pracy zespołu

rzemęczenie i wypalenie zawodowe to bardzo poważne zagadnienia współczesnych czasów. Dlatego też firmowe imprezy w w ostatnim czasie zmieniły swoją dotychczasową formułę – poza funkcjami rozluźniającymi stanowią również formę motywacji.


Wyjazdy firmowe w działalności firmy mogą toczyć się jako forma motywacji dla zmęczonych i wyczerpanych zawodowo pracowników. Mało tego, że są one rozluźnieniem i ekstra czasem zapłaconym przez pracodawcę, to również mogą stanowić motywację. Zorganizowanie firmowych imprez najlepiej jest powierzyć profesjonalnej firmie. Firmowy wyjazd zawierający cieszące się coraz większa popularnością formy wypoczynku zainspirują Twoich pracowników do osiągania jeszcze lepszych rezultatów.

Organizacja imprezy firmowej dla pracodawcy oznacza nie tylko odprężenie i aktywny wypoczynek dla zatrudnianych pracowników, czy również uważne przyjrzenie się ich możliwościom i uzdolnieniom. Podczas wyjazdu pracownik odkrywa się nie jedynie w znacznie odmiennych realiach, ale również poza „gorsetem” służbowego ubranka. Ułatwia to budowaniu atmosfery imprezy eventowej. Pytaniem jest, co zapewnimy jego uczestnikom i co naprawdę chcielibyśmy dowiedzieć się o kimkolwiek z nich po to, by jak najoptymalniej wykorzystać jego predyspozycje.

Wyjazdy firmowe to jeden ze sposobów rozwijania związków międzyludzkich na terenie pracy pomijając, czy jest to korporacja, mniejsza, lub większa firma. Tego typu imprezy firmowe udostępniają odmienne pole do pozyskiwania wzajemnych kontaktów interpersonalnych. Ludzie pragną odnalezienia nowych wyzwań i należy utworzyć im do tego odpowiednie możliwości. Wobec tego wartym jest dla tego celu zatrudnić solidną firmę zajmującą się organizowaniem imprez integracyjnych jak np.: speedball, jak również wieczory kawalerskie czy też walki sumo.

W czasie eventu firmowego ważnym jest by zagwarantować jego uczestnikom znakomitą imprezę. Dlatego też doświadczone osoby zajmujące się imprezami firmowymi przedstawiają różnego rodzaju metody wspólnego spędzania wolnego czasu pomiędzy spotkaniami firmowymi. Taka integracyjna impreza dla pracowników może być zbudowana z wielu różnych atrakcji. Do najpopularniejszych należą paintball laserowy, buggy, tor quadowy, wynajem kasyna, czy dmuchana ściana do wspinania oraz gigantyczne piłkarzyki, czy także zorbing. Tak wszechstronna oferta zapewnia fantastyczną zabawę dla każdego pracownika.

Znamy dużo rodzajów aktywnego wypoczynku stawiającego przed człowiekiem różne wyzwania. Tego typu sprawdzianem może stać się event firmowy stosujący pojazdy Buggy jest bardzo modne i jest z powodzeniem wykorzystywane na firmowych eventach , albowiem rozwija prędkość do 40km/h. Może być również dość bezpieczną metodą turniejów pomiędzy pracownikami biorącymi efektywny udział w imprezach firmowych. Takie współzawodnictwo może bardzo dobrze zakończyć imprezę firmową.

EURO na Ukrainie (znowu) zagrożone ?

Wczoraj pojawiły się w polskiej prasie, dziennikach i portalach internetowych artykuły, z których biły tytuły o tym, że EURO w Ukrainie kolejny raz zagrożone. Że opóźnienia, że UEFA i FIFA grozi i generalnie, że tam na wschodzie to ciągle coś partaczą.

Ja się czasem naprawdę zastanawiam, czy rzeczywiście na Ukrainie mają tyle problemów organizacyjnych, czy to z jednej strony poganianie mimo wszystko biedniejszej i mniej sprawnej gospodarczo Ukrainy przez władze UEFA, czy też może mały doping też w naszą, polską stronę ? W końcu nic tak nie komplementuje jak poczucie wyższości i sprawniejszości choćby przed największym przyjacielem. Dodając nasze polskie ego, to można gdzieś taki wysnuć wniosek, że cieszymy się z tego, że my nie mamy problemów.
Mimo wszystko musimy pamiętać, ze pomysł wspólnej organizacji Mistrzostw Europy padł właśnie z ust przedstawicieli Ukrainy i to oni na czele z Hryhorijem Surkiesem namawiali pukających się w czoło polskich działaczy PZPN-u i polityków.
Wielu komentatorów zwraca uwagę również na kłopoty w ukraińskim związku piłki nożnej. Jest on w dużej mierze opanowany przez właścicieli klubów, którzy jak to życiu i sporcie bywa, spierają się i lobbują rozwiązania im sprzyjające. Biorąc pod uwagę jak dużą wagę UEFA i FIFA przykładają do swojej niezależności, a co za tym idzie niezależności federacji krajowych, to od razu wiadomo, że wszelkie naciski, czy to państwowe, czy to prywatne są im nie w smak. Wielu analityków zwraca uwagę, że w tej kwestii UEFA stara się podszczypywać ukraińskich działaczy, polityków i właścicieli klubowych, żeby dali spokój federacji piłkarskiej, "bo zabierzemy euro".
Nie zamierzam się mieszać w sprawy wewnętrzne ligi ukraińskiej.
Pewne jest jednak to, że gdyby nie aktywność osób prywatnych, nie byłoby transferów i sukcesów klubów ukraińskich, których my możemy tylko zazdrościć (na czele z wygranym przez Shakhtar Pucharem UEFA w 2009 roku).
Dalej idąc i biorąc pod uwagę zaangażowanie tychże właścicieli klubowych w organizacje EURO 2012 poprzez współfinansowanie, czy samodzielne (sic!) finansowanie budowy stadionów, hoteli, czy nawet dróg.
W Polsce takie rzeczy nie mają miejsca, więc myślę, że powinniśmy dopingować Ukrainę jak tylko możemy biorąc pod uwagę jak wielka przepaść stoi między gospodarkami naszych krajów. Nie śmiać się, nie naigrywać, nie porównywać (bo okoliczności zupełnie inne) lecz dopingować, podziwiać i wspólnie się cieszyć zbliżającym się świętem piłkarskim.

Dominacja Półwyspu Iberyjskiego w piłce nożnej

Tegoroczne edycje Europejskich Pucharów w piłce nożnej pokazują nam jak bardzo w ostatnich latach zmienił się futbolowy trend. W dzisiejszej piłce rządzą druzyny, które w swoich szeregach mają magków, piłkarzy którzy sami potrafią wygrać mecz.


Jak wspomniałem gdy spojrzymy na rozgrywki Ligi Europy czy Ligi Mistrzów prym tam wiodą zespoły z Hiszpanii i Portugalii. Spójrzmy na Ligę Europy. Obecnie czekamy na rozgrywki półfinałowe w których zmierzą się cztery drużyny. Te cztery drużyny to: Sporting Braga, Benfica Lizbona, FC Porto - Portugalia, oraz Villarreal z Hiszpanii. To naprawdę niebywałe jak te zespoły zdominowały w tym sezonie te elitarne rozgrywki. Przejdźmy do Ligi Mistrzów - w półfinale zmierzą się Barcelona i Real Madryt - najsilniejsze Hiszpańskie kluby, z których co prawda tylko jeden wejdzie do finału.

Co sprawia, że te drużyny zaszły tak daleko w tych rozgrywkach?

Cechą charakterystyczną wyżej wymienionych zespołów jest technika zawodników, ich wyszkolenie i zgranie zespołu. Te drużyny preferują futbol ofensywny. Zdarza im się tracić bramki w meczach, ale nadrabiają to strzelaniem rywalowi o kilka bramek więcej. Wzorem współczesnego bajecznego futbolu jest FC Barcelona, drużyna która ma w swoim składzie mistrzów świata - Hiszpanów i jednego z najlepszych graczy świata - Argentyńczyka Messiego. Niebanalne zagrania, szybka piłka, dokładne podania i piękne bramki to jest to co cechuje nie tylko Barcelonę, ale i wszystkie wymienione w artykule drużyny.

Dokąd zmierza piłka nożna?

Piłka zmierza w kierunku coraz piękniejszego widowiska, ślicznych bramek i fantastycznych technik dryblingu i zwodów. To jest to co kochają kibice (manifestujac to na trybunach, przed telewizorami czy w internecie na stronach typu portal czy forum piłkarskie), a i także piłkarzom sprawia radość. Bo przecież nie ma nic przyjemniejszego w przejściu obrony rywala, złażenia kilku "siatek", a na końcu przelobowania bramkarza. Do lamusa odchodzą piłkarze i trenerzy, którzy preferują grę obronną, siłową i pozbawioną smaku. Bo gdy tacy ludzie zmierza się z zawodnikami takimi jak Messi czy Cristiano Ronaldo zostaną ośmieszeni i zostawieni za plecami. Piłka to piękno i esencja sportu i dlatego tak kochamy oglądać futbol prezentowany przez zespoły z Półwyspu Iberyjskiego.

Sparingi przed EURO 2012

Jakość sparingów naszej reprezentacji w piłce nożnej to bardzo poważny problem na nieco ponad rok przed najważniejszym turniejem w historii występów polskiej kadry.


Mołdawia, Litwa, wkrótce Gruzja. Z całym szacunkiem dla tych krajów, ale czy to odpowiedni dobór rywali dla drużny, która będzie współgospodarzem turnieju, wobec której są tak duże oczekiwania.
Dla polskiej drużyny każdy mecz, który rozegraliśmy lub rozegramy był i będzie jak mecz o punkty, niestety dla naszych rywali to tylko mecze towarzyskie, w których mają okazję do testowania ustawień taktycznych, sprawdzenia piłkarzy rzadziej grających w meczach o punkty. Taki już los gospodarzy turniejów mistrzowskich, nie jesteśmy pierwsi i nie ostatni, którzy w ten sposób przygotowują się do Euro. Nasz problem polega na doborze sparingpartnerów, których kontraktuje nam w imieniu PZPN firma SportFive. Wiadomo, że ciężko znaleźć dobrego rywala w terminach FIFA, nie mówiąc już o terminach nieoficjalnych.
Kadrze Franciszka Smudy w sezonie 2010/11 udało się dotychczas zagrać z dwiema może trzema klasowymi drużynami na osiem spotkań, a nie zapowiada się, aby miało być lepiej, na dodatek były to drużyny z poza Europy, więc grające trochę inny futbol niż ten który będzie grany na Euro.
Dużo lepiej na naszym tle wypada nasz współgospodarz Ukraina, gdy my graliśmy z Kamerunem, to nasi sąsiedzi z Holandią, my z Ekwadorem, oni z Brazylią, my z Litwą, oni z Włochami, do tego zagrali jeszcze ze Szwecją, czyli oprócz Brazylii z którą każdy chce grać, potrafili zakontraktować naprawdę solidnych rywali.
Przed nami w czerwcu mecz z Francją, niestety będzie on rozegrany poza oficjalnym terminem FIFA, czyli wielce prawdopodobne, że wystąpią w mocno rezerwowym składzie, gdyż wcześniej rozegrają dwa spotkania, jedno o punkty, a drugie, co ważne, ale dla naszych sąsiadów, właśnie z Ukrainą, będzie to mecz w terminie FIFA.
Dopiero we wrześniu na otwarcie Stadionu Narodowego zagramy z Niemcami, to spotkanie zweryfikuje poziom naszej reprezentacji i dowiemy się, czy te przygotowania i dobór przeciwników, były słuszne, czy były po prostu niewypałem.
Jeszcze jedna sprawa, która nie daje mi spokoju, to miejsca, w których rozgrywaliśmy dotychczas spotkania. Większość z nich to wyjazdy za granicę, a ja się pytam po co? Jest tyle pięknych nowych stadionów w Polsce, gdzie można promować naszą piłkę, w końcu to na naszych stadionach będziemy rozgrywać mecze na mistrzostwach. Przyszłoby mnóstwo kibiców, bo nie każdy dostanie bilet na mecze turniejowe.
Został rok z małym okładem, w którym miejscu jesteśmy, tego nawet trener Smuda pewnie nie wie, oby nie zakończyło się to wielką katastrofą.

Piłka rowerowa

Kilkudniowa ankieta przeprowadzona w gronie z znajomych na temat co to takiego „piłka rowerowa” dała wyniki: 61,47% ankietowanych stwierdziło, iż jest to element niezbędnika turysty-cyklisty. Reszta przypominała sobie program Discovery.
Wiadomo – żaden z ankietowanych nie mieszkał w Siemianowicach.

     Gdyby byli w wieku słusznym i spełniali pozytywnie warunek jak wyżej z pewnością wiedzieliby, że w odmianie środkowoeuropejskiej gra ta wymaga: boiska o wymiarach 11 x 14 m, czterech rowerów o trochę dziwnej konstrukcji (po dwa na każdą z drużyn), dwóch bramek (podzielonych także sprawiedliwie), 14 (niektóre źródła podają 15) minut czasu na rozegranie meczu oraz czterech zawodników posiadających umiejętność raczej nie kojarzącą się z powszechnym użytkowaniem roweru – stania na nim nie dotykając podłoża.
     Jednakże w Polsce w latach 50-tych i 60-tych XX WIEKU powstała w Polsce specyficzna odmiana tegoż sportu, zwana przeze mnie „cyrkiem Braci Skrzypczyków (Antoniego i Brunona)”. Polską odmianę uprawiano w Siemianowicach oraz w tych miejscowościach, w których znalazło się dwóch odważnych do wejścia w szranki z braćmi Skrzypczykami.
     Mecz tej specyficznej odmiany gry polegał na regularnym wbijaniu piłki do bramki drużyny przeciwnej przez jednego z Braci Skrzypczyków, aktualnie nie będącego bramkarzem (chociaż, chociaż ….). Wynik uzależniony był wyłącznie od tego, czy w czasie 14 minut meczu Bracia Skrzypczykowie czytali gazety robiąc stójkę na rowerach, czy też po prostu spieszyło im się na transmisję radiową meczu ukochanego Ruchu Chorzów. (Jakby wyglądał mecz w Ich wykonaniu w naszej epoce telefonów komórkowych nawet nie chce mi się wyobrażać). Obecność drużyny przeciwnej na boisku w czasie meczu Braciom Skrzypczykom przeszkadzała niespecjalnie – te swoje 20 goli zaliczyli tak czy owak.
     Mimo wszystko warto byłoby zweryfikować prawdziwość pogłoski o kulisach niespodziewanego remisu teamu Skrzypczyków na wyjeździe, który w dniu 29 lutego 1957 roku wstrząsnął środowiskiem siemianowickich kibiców. Podobno tak sensacyjny rezultat spowodowany został nieudolnością reżimowych kolei państwowych, które zamiast do Jeleniej Góry wysłały dwa bezcenne rowery Braci Skrzypczyków do Góry ale Kalwarii. W związku z tym Bracia Skrzypczykowie zmuszeni zostali do stójek na trójkołowych rowerkach użytkowanych na co dzień przez dzieciaków organizatorów zawodów.
 A teraz na poważnie
      Kilkuletnim brzdącem będąc prowadzony byłem kilkakrotnie przez Ojca swego do hali gimnastycznej i byłem świadkiem cudów wyczynianych przez Braci Skrzypczyków. Nie ogarniam swoją wyobraźnią możliwości widowiskowych tej gry w odmianie pięcioosobowej – a taka podobno egzystowała – chyba dlatego śmiech mnie ogarniał zawsze na widok akrobacji tandemów rowerowych, w cyrkach nieudolnie naśladujących Braci Skrzypczyków. Ale jak mogłem wtedy wytłumaczyć swoim dzieciom różnicę pomiędzy wirtuozerią a podróbką – bez pomocy Internetu.